Menu

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wiosennie


Najgorszym momentem w życiu każdego praktykanta jest powrót do szkoły po miesięcznej przerwie od szkoły i powitanie z zapowiedzią sprawdzianów. Oczywiście zaniedbałam wszystko jak leci. Wszystkie pasje poszły do szuflady 
i bawię się teraz w obliczanie prędkości wybicia fotonu będąc na ekonomii. Myślę jednak, że na pewno mi się to nigdy nie przyda. 
Ponieważ powrót do szkoły wiąże się z bezsennością znowu chodzę jak żywy trup. Nie potrafię zasnąć, mimo, ze postanowiłam wieczorami biegać i zmęczyć się ile się da. Piję ciepłe mleko i nic. 4 rano i dopiero zaczyna mnie nużyć. Okropieństwo!

W tym tygodniu dostałam dwa gadżety z Gudetamą prosto z Japonii! Jest to moja ulubiona postać Sanrio, więc bardzo się cieszę! :D





Na rozpoczęcie wiosny zakupiłam kilka kosmetyków (już jakoś na początku marca), ale oczywiście grzech coś o nich pisać, gdy jeszcze się ich nie przetestowało. 

Zacznę od podkładu z Paese LONG COVER FLUID, chyba najbardziej trafny wybór dla mojej buntowniczej skóry. Mimo, że wygląda jak gips do twarzy (jeszcze ta mała szpacheleczka) to jest bardzo wydajny
i naprawdę nie zostawia grubej płachty na skórze, ponieważ połowa wchłania się w skórę i nawilża ją. Właśnie dlatego przeznaczona jest do cery suchej. Trochę jednak się lepi, co jest lekko nieprzyjemne,
a może to przez dodatkowy krem, który nakładam przed fluidem. Nie jest aż tak drogi (29zł), tym bardziej biorąc pod uwagę jego wydajność i krycie. Mam skórę skłonną do wysuszania i bardzo wrażliwą, nie zauważyłam jednak przy nim żadnych podrażnień, ani tego by zatykał mocno pory jak wiele innych fluidów. 






Tego przeuroczego kotka dostałam w prezencie na Dzień Kobiet od mojej cioci. Błyszczyk daje bardzo delikatny efekt. Jest bardziej jak wazelinka do ust niż błyszczyk. Chociaz nie powiem bardzo długo trzyma sięna ustach i może dla osób 
z mniej wydatnym naturalnym kolorem na ustach będzie bardziej widoczny. Osobiscie posiadam naturalnie różowiutkie usta (tak jak odcień po srodku), więc błyszczyk się zlewa.
Jednak nie ma co - opakowanie jest przeurocze!


Od dłuższego czasu używam do mycia twarzy - niemal codziennie - Owocowej pianki z pilingiem od Organique. Zapach jest naprawdę zniewalający! Raz pianka dostała mi się do ust i myślałam, ze ją zjem, ale tego nie róbcie! Pianka zawiera peeling cukrowy i jest bardzo delikatna 
i łatwo się  zmywa. Nie zostawia twarzy suchej, ponieważ zawiera glicerynę roślinną, która delikatnie nawilża.





Miałam dostać Tomatox od Tony Moly, jednak co do jego oryginalności mam straszne podejrzenia. Pytałam na grupach, ale sami nie wiedzieli. Prawdopodobnie to jednak podróbka i boję się nakładać do na twarz. Zamawiałam z RiniShop. Nie jestem jednak pewna co zawiera kosmetyk. Nałożyłam go tylko 2 razy. Jednak delikatnie mnie szczypał w twarz i zachodziła jakaś dziwna reakcja między moimi porami a kosmetykiem.







Do pomidorka dodana była też próbka
IT'S SKIN Power 10 Formula PO Effector with houttuynia cordata extract, czyli krem wodny do twarzy i w sumie bardzo mi się spodobał, jednak na moją kieszeń jest zbyt drogi.
Zakupiłam też kompres pod oczy i maskę nawilżającą, dostałam też kilka próbek jednak by tak naprawdę je ocenić trzeba było by to stosować o wiele więcej niż 2 razy.



3 komentarze:

  1. Jak tu cudownie! Powodzenia w dalszej działaniu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog. Jesteś bardzo żywiołową osóbką i piszesz na bardzo ciekawe tematy. Aż człowiek wraca do życia :)

    Oczywiście obserwuję, uwielbiam takie blogi.
    Pozdrawiam i zapraszam:
    http://bloogpseudoarytstyczny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się cieszę że tu jestem! Super blog <3 Zapraszam również do mnie
    http://zulapisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Tu autorka bloga. Proszę pozostaw swój komentarz i podziel się swoimi wrażeniami ♥